Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DKK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DKK. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2016

Jak jeść przyzwoicie? Rozmowa o książce Karen Duve



Noc Świętojańska – Oficjalne Powitanie Lata – Strefa Książki

Wczorajsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej odbyło się w Parku Centralnym w Olsztynie i należało do jednych ze szczególnie ciekawych. Ciężko było powstrzymać się od dyskusji przed zaplanowaną godziną spotkania. Rozmawialiśmy z Magdaleną Wilde, jedną z inicjatorek Vegan Brunch Olsztyn, o książce Karen Duve „Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment.” Dyskutowaliśmy nie tylko o tym, co jest w tej książce ciekawego, zaskakującego czy niekonsekwentnego ale również o tym, czy taki sposób życia może prowadzić do izolacji?

Spotkanie prowadziła: Magdalena Drozdowicz

I OLSZTYŃSKI SPACER IMAGINACYJNY im. WERNERA HERZOGA.


Dedykowany Pani Sylwii Białeckiej, kobiecie wiecznie w ruchu, biegaczce, cyklistce, do niedawna najszybszej bibliotekarce w regionie, która nie boi się ruszyć głową oraz potrafi wszystko szybko pozałatwiać.

MARZENIA SAMOTNEGO WĘDROWCA

Wielcy myśliciele chodzili nałogowo, maniacko, rytmem szukając dźwięków myśli; ze wzrokiem wbitym w krajobraz szukali idei, prawd, szukali innych myśli, nie tych zasiedziałych, wygodnych pomysłów, ale właśnie niepewnych niczym kroki dziecka odkryć i olśnień.

O świcie wyruszał duktem leśnym Henry David Thoreau, pozostawiając za sobą swoją chatę i szukając spokoju Marka Aureliusza gdzieś nad stawem pośród drzew.

Jean Jacques Rousseau uzależniony był od długich wędrówek, w trakcie których uromantyczniał (tuż przed romantyzmem) krajobraz, i niczym inny poeta, William Wordsworth, kroczył samotnie niczym chmura, pisząc w myślach Emila, Wyznania czy Marzenia sennego wędrowca.

Nieustającym piechurem był również Nietzsche, maniak i tytan chodzenia, Zaratrustra ruchu; nienawidził biurek, zamkniętych pokoi, do których żadna nowa myśl nie przyjdzie do głowy. Myśli się idąc, a pisze się stopami.

Chodzili też inni, chodzą nadal. Chodził Bruce Chatwin, piewca ścieżek śpiewu, rytuału australijskich aborygenów, którzy krocząc po odwiecznych ścieżkach podtrzymywali świat przed runięciem. Również W.G. Sebald, smutny trubadur melancholii, odbywał swoje angielskie pielgrzymki pośród pustki ruin i historii, nicując gruzy świata słowem i zimnym uczuciem.

Chodził wreszcie Werner Herzog, pewnie nadal chodzi, Herzog, kochanek mistycyzmu, ślepiec własnej drogi. Wydeptywał krajobrazem świat, którym wkraczał w swoje wizje, tworząc z nich dzikość filmu.

Herzog chodził i nadawał temu chodzeniu, das Gehen, sens i cel – tak jak jego wielcy poprzednicy.

7 punkt Deklaracji z Minnesoty brzmi:

Turystyka jest grzechem,
podróżowanie pieszo jest cnotą.

PIELGRZYMKA

Kiedy chodzenie ma cel, gdy marzenie wędrowca niesie jego chód, zwykły spacer zamienia się w pielgrzymkę. Ile książek niesie motyw drogi odmieniający czyny i zmiękczający duszę na tyle, by można znów ją formować? Ale pielgrzymka nie musi być tylko dla mnie, moje ciężkie od znoju kroki dźwignąć mogą również życie innego.

„Pod koniec listopada 1974 roku zadzwonił do mnie z Paryża przyjaciel i oznajmił, że Lotte Eisner jest ciężko chora i prawdopodobnie umrze. Tak nie może się stać, odpowiedziałem. Akurat teraz niemiecka kinematografia nie zdoła się bez niej obejść, nie możemy pozwolić na jej śmierć. Wziąłem kartkę, kompas i jednoramienny plecak wypełniony najbardziej potrzebnymi rzeczami. Moje kamasze były nowe i solidne, miałem do nich zaufanie. Poszedłem najprostszą drogą do Paryża wierząc mocno, że jeśli tylko dojdę tam pieszo, moja przyjaciółka pozostanie przy życiu. Oprócz tego chciałem pobyć sam ze sobą”.

W 1978 roku Werner Herzog wydał książkę opisującą wędrówkę z Monachium do Paryża w intencji ozdrowienia Lotty Eisner. Wyruszył 23 listopada 1974 roku, doszedł do Paryża 14 grudnia. Vom Gehen im Eis, idąc przez lód, opisuje 22-dniową pielgrzymkę samotnego wędrowca, kroczącego powoli przez śnieg i w deszczu, nocującego co bądź w opuszczonych stodołach lub włamując się do domków turystycznych. Werner idzie sam, idzie jedynie pośród swoich myśli i wrogiego, marznącego krajobrazu. Werner idąc nadaje sobie egzystencjalny kierunek. Robi to powoli, krok za krokiem, słowo za słowem, stopa za stopą, zdanie za zdaniem. Myśląc przy tym co chwila o przyjacielu.

„Jedna jedyna, wszystko obejmująca myśl: iść stąd! Ludzie budzą we mnie strach. Eisnerowa nie może umrzeć. I nie umrze, nie pozwolę na to! Nie umrze, nie umrze! Nie teraz, tego jej nie wolno! Nie umrze, bo nie. Moje kroki dobrze niosą. Ziemia drży. Kiedy idę, idzie bizon! Kiedy odpoczywam, odpoczywa góra. Biada! Nie umrze! Gdy dojdę do Paryża, będzie żyła. Nie będzie inaczej, bo inaczej być nie może. Nie może umrzeć. Może później, kiedy jej na to pozwolimy.

Na mokrym od deszczu polu mężczyzna wziął kobietę. Trawa jest przygnieciona i brudna”.

Fragment wykładu opublikowano za zgodą autora, Damiana Wesołka. 

16 maja 2016

Inne światy Wernera Herzoga. Po-chodne wystawy


W grudniu i styczniu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie gościła wystawa "Inne światy Wernera Herzoga". Stworzony na siedemdziesiąte urodziny wielkiego niemieckiego reżysera zbiór fotosów z jego filmów, planów zdjęciowych i portretów samego Herzoga prezentował się nie tylko olsztyńskiej publiczności – wizyta w WBP była jednym z etapów „wędrowania” przez Polskę. Nomadyczny charakter wystawy został przyjęty z pewnością nie bez powodu – sam Herzog, czy to w życiu, czy pracując nad kolejnymi filmami, nieustannie chodził i podróżował.

Niewiele dziś mówi się o chodzeniu jako części procesu twórczego. Powtarzalny rytm, wyrównanie oddechu, odejście od codziennych problemów, myśli kołysane przez krajobraz – tak rodziły się strofy filozofów i poetów, Nietzschego, Rimbauda, Rousseau, Thoreau czy Nervala. Również twórczość Herzoga zrośnięta jest z chodzeniem i krajobrazem. Piesze pielgrzymki Herzoga miały różne cele – czasem wyruszał w intencji zdrowia przyjaciół, czasem by odnaleźć inspiracje do filmów, czasem po prostu by idąc film nakręcić, jak miało to miejsce w wypadku „La Soufriére”, dokumencie o wyspie w przededniu katastrofy. Herzog tworzył filmy tak jak żył, ciągle rozglądając się dokoła. Ale również stwarzając inne światy. „Krajobraz stanowi punkt wyjścia wielu moich filmów – przyznawał reżyser – nieważne, czy jest to miejsce realne, wyobrażone, czy senna halucynacja, i kiedy piszę scenariusz, często opisuję miejsca, których nigdy nie widziałem. Wiem, że gdzieś istnieją, i nigdy nie poniosłem porażki podczas poszukiwania ich. Właściwie powinienem chyba powiedzieć, że krajobrazy są nie tylko kołem zamachowym filmu, ile stanowią jego duszę i nieraz bohaterowie historii przychodzą potem, zwykle jednak odbywa się to bardzo naturalnie”.

15 i 16 kwietnia 2016 r. miało miejsce  podwójne spotkanie z twórczością Wernera Herzoga – odbył się pokaz autobiograficznego filmu „Was ich bin, sind meine Filme” - „To, kim jestem, są moje filmy” w dwóch częściach, dyskusja i wykład na temat twórczości Niemca, oraz  I olsztyński spacer imaginacyjny imienia Wernera Herzoga.

Rozmawialiśmy o twórczości Wernera Herzoga oraz o jego książce "Eroberung des Nutzlosen"  z Natalią Konwerską - etnolog. Spotkanie poprowadził Damian Wesołek

Następnie odbył się pokaz I. części filmu Wernera Herzoga „Was ich bin, sind meine Filme” (To, kim jestem,są moje filmy) 1978. Film z polskimi napisami.

16 kwietnia /sobota/ 2016 r. zebraliśmy się pod Starym Ratuszem WBP i wyruszyliśmy na
I olsztyński spacer imaginacyjny imienia Wernera Herozga.


W trakcie wędrówki Damian Wesołek wygłosił wykład pt: „Pielgrzym Werner”.
Rozmawialiśmy także o książce "Vom Gehen im Eis: München-Paris 23.11. bis 14.12.1974" Wernera Herzoga.

Pokaz II części filmu Wernera Herozga „Was ich bin, sind meine Filme” - "To, kim jestem,są moje filmy" (1978) zakończył dwudniówkę z "Innymi światami Wernera Herzoga". 
















Wystawa "Inne światy Wernera Herzoga" powstała m.in. przy współpracy Goethe-Institut
w Warszawie z Deutsche Kinemathek – Muzeum Filmu i Telewizji w Berlinie

Organizatorzy wydarzenia "Inne światy Wernera Herzoga. Po-chodne wystawy": Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie, Goethe-Institut Warschau, Dyskusyjny Klub Książki Niemieckiej, Pub Stary Zaułek. 

28 sierpnia 2015

O książce Judith Schalansky

Wczorajsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej było jednym z najciekawszych i najbardziej inspirujących. Wciąż pojawiały się nowe wątki dyskusji, skojarzenia, pomysły, wrażenia. Wciąż nie mogliśmy się nachwalić książki Judith Schalansky „Atlas wysp odległych” i nie znaleźliśmy w niej ani jednej wady (a jesteśmy w tym dobrzy).

Jako reminiscencję ze spotkania, ale i zachętę do lektury książki prezentuję dziś gościnnie tekst moderatora klubu, Damiana Wesołka.


Nieostre brzegi


Judith Schalansky, „Atlas wysp odległych. Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę”,
tłum. T. Ososiński, Wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2013.

Wyspa Zwodnicza*

Już samo występujące w tytule słowo „atlas” okazuje się zwodnicze. Czy bowiem atlas geograficzny, z którym stykamy się wszyscy co najmniej od podstawówki, zdobyłby tytuł Najpiękniejszej Niemieckiej Książki 2012? „Gdyby świat nie był jeszcze całkowicie znany, pewnie zostałabym odkrywcą i podróżowałabym do najodleglejszych miejsc. Ale w tej sytuacji pozostaje mi zostać w domu i pisać – mówi niemiecka autorka w wywiadzie dla dwutygodnik.com. – Realność jest przeceniona. Uśmiecham się, kiedy widzę mój atlas z tym podtytułem w działach podróżniczych, obok przewodników i wspomnień odkrywców, obieżyświatów i wspinaczy”.

Wyspa Atłasowa

Format książki rzeczywiście usypia czujność czytelnika. Skoro nie jest to atlas poświadczony przez towarzystwa geograficzne, to czym wytłumaczyć obecność na jego kartach wysp dobrze znanych nawigatorom statków oceanicznych? Gdzie wytyczyć granicę pomiędzy rzeczywistością a zmyśleniem? Czy opisy „wysp prawdziwych” nie są dużej mierze zmyślone, a opisy „wysp fantastycznych” nie czerpią czasami z rzeczywiście odbytych zamorskich podróży? Nadmiernie szafujemy słowem „rzeczywistość”, które dla Judith Schalansky jest tym dla rozumu, czym atłasowa pościel dla zmęczonego ciała – usypia czujność i pozwala myśleniu zapaść w letarg. Takie są również mapy i ich obietnica wiernego przedstawiania świata. „Mapy są abstrakcyjne i zarazem konkretne – przy całym swoim obiektywizmie wcale nie oferują odbicia rzeczywistości, lecz jedynie jej śmiałą interpretację” (s. 4).

Piticairn

Wyspy skrywają tajemnice. I każdy opis dołączony do map kolejnych wysp zdaje się te tajemnice mnożyć. I tak np. o wyspie Pitcairn dowiadujemy się jedynie o buncie marynarzy i ekranizacji tejże historii przez Hollywood. Tekst kończy się zdaniami: „To koniec najdroższego filmu wszechczasów. Ale nie koniec historii” (s. 102). Autorka umiejętnie podsyca ciekawość, ale nie zamierza jej zaspokajać. Powinniśmy, jeśli tylko będziemy chcieli, szukać dalej na własną rękę (podpowiedź: tragiczną teraźniejszość wyspy opisał Maciej Wasilewski w „Jutro przypłynie królowa”, Czarne 2013). Autorka pozostawiając czytelnika z zamierzonym ubóstwem informacji, zdaje się pragnąć stwarzać czytelnika-odkrywcę, prowadzić go na szlaki dawnych odkrywców. „Zapewniam ci poszlaki. Sam postaraj się odnaleźć wyspę, bez gwarancji, że ją kiedykolwiek odkryjesz” – zdaje się mówić Schalansky.

Wyspa Samotności

Wyspy bywają również więzieniem. „Największą karą dla każdego przestępcy jest wygnanie na rajską wyspę. Z tego piekła już się nie wraca” (s. 86). Autorka „Atlasu” łamie potoczne wyobrażenie o odizolowanych wyspach jako oazach spokoju. Dużo u niej opisów konfliktów i sporów. Nie tylko ludzie rywalizują ze sobą o te małe, zamknięte światy – Wyspa Bożego Narodzenia opisana jest z perspektywy zwierzęcej, przez co staje się sceną nieustającej, cyklicznej zagłady małych krabów przez szwadrony żółtych mrówek. Wrażenie grozy potęguje wyspiarska izolacja. „Te cząstki lądu na morzach są jak naturalne królestwa, małe kontynenty, światy w miniaturze. Jeśli masz wyspę, masz cały świat” (dwutygodnik.com). Spory o wyspy są walkami o świat.

Possession

Największą zaletą książki Schalansky nie jest wcale jej świetne wydanie, staranny dobór kolorów, czysty, przemyślany język opisów czy pomysł na nowy opis odległego nam świata. To, co stanowi prawdziwą wartość tej książki, pojawia się w trakcie lektury, kiedy to przestajemy już szukać granicy pomiędzy fantazją a ustalonymi faktami. Podział na beletrystykę i literaturę faktu nie ma w przypadku tej książki żadnego zastosowania. Być może te lądy istnieją, być może nie – to staje się z każdą stroną coraz mniej interesujące. Ważniejsze, że tak jak w animacjach o Bolku i Lolku podróżujących palcem po globusie, naszym głównym przewodnikiem staje się wyobraźnia. To dzięki niej możemy odkrywać nowe lądy i przeżywać krótkie przygody w odległych światach, tak samo jak robi to dziewczynka imieniem Judith, otoczona szczelnymi granicami NRD. Dziewczynka ta mówi: „Przyzwyczaiłam się już do podróży po mapie, do odkrywania dalekich krajów w salonie rodziców, do obcych nazw wymienianych półgłosem” (s. 7). I przemawia do nas piórem dorosłej kobiety, która wcale nie musiała odwiedzić tych wszystkich miejsc, by każde z nich dobrze poznać.

* śródtytuły to nazwy niektórych wysp ujętych w „Atlasie”

Damian Wesołek


27 sierpnia 2015

Krótki filmik o przeznaczeniu...

Z książkami jednak podróżuje się najlepiej!


26 sierpnia 2015

Za co kocham Dwie Siostry

Siostry... rodzoną mam tylko jedną, ale z TYMI DWIEMA łączy mnie powinowactwo z wyboru. Za co kocham je najbardziej? Każda ich książka przenosi mnie to świata fantazji. I każda poraża doskonałością. Doskonałe są w nich słowa i historie, doskonałe czcionki, piękne litery i szlachetnie wykrojone cyfry, doskonałe kolory i ilustracje, doskonałe są nawet wyklejki, grzbiety i kapitałki. A jakże doskonały jest papier!

Wyobraźcie sobie sinobłękitny ocean okładki, od którego odbijają się pomarańczowe, słoneczne wyklejki oraz czarnoziem tytułu i grzbietu. Na jaskrawej przestrzeni mórz, wśród delikatnej płaskorzeźby kontynentów dostrzec można drobniutkie, białe punkciki. To małe, oddalone od swoich macierzystych krajów, często kartograficzne pominięte wyspy, które stały się bohaterkami książki Judith Schalansky "Atlas wysp odległych". Właśnie tak: "bohaterkami książki", bo autorka udowadnia, że kartografia może być bardzo literacka, bardzo poetycka. Ale nie jest to bynajmniej powieść fantastyczna - to prawdziwy atlas, więc dowiemy się z niego o topografii i dokładnym położeniu (w czasie i przestrzeni) opisywanych wysp. Niektóre z nich to wąskie pierścienie ziemi, koronkowym okręgiem otaczające laguny, inne są stromym stożkiem wystającym z wody, a jedna z nich to kilometr kwadratowy przestrzeni płasko wystający z oceanu. Judith Schalansky ze skromnych faktów historycznych, danych geograficznych i demograficznych tworzy fascynującą opowieść o człowieku, jego namiętnościach, tęsknotach i motywacjach w podróży zwanej życiem.



Wydawnictwo Dwie Siostry udowadnia, że każda książka może być dziełem sztuki - sztuki słowa, sztuki edytorskiej, sztuk plastycznych i wreszcie czarnej sztuki (czyli drukarstwa - nota bene wiele książek Wydawnictwa Dwie Siostry wydrukowały Olsztyńskie Zakłady Graficznej).

Zachęcam do lektury książki Judith Schalansky oraz zapraszam na poświęcone jej spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej. Jutro, 27 sierpnia 2015 r., godz. 17.00 (Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie, Stary Ratusz, ul. Stare Miasto 33). Spotykamy się na drugim piętrze, w Pokoju z widokiem i tym razem będzie to widok na bardzo odległe miejsca.

15 maja 2015

Oglądamy "Café Müller" Piny Bausch

"Naprawdę miała na imię Philippine i urodziła się w 1940 roku w Solingen. Jej rodzice prowadzili hotel i kawiarnię, byli więc wiecznie zajęci. Pina musiała sama organizować sobie czas. Jednym z jej ulubionych zajęć było przesiadywanie pod stołem w kawiarni rodziców, skąd mogła obserwować czasem dramatyczne, czasem zwyczajnie śmieszne relacje między dorosłymi. Ten tajemniczy świat wywarł na niej niezatarte wrażenie" (Wojciech Klimczyk, Wizjonerzy ciała. Panorama współczesnego tańca, Ha!art, 2010).

Być może właśnie tam można szukać źródeł spektaklu "Café Müller" Piny Bausch z 1978 r. Spektaklu, który trudno zamknąć w słowa, który ciągle wymyka się interpretacjom i który odwołuje się do najgłębszych pokładów emocji. Gdyby opisać to, co dzieje się na scenie, otrzymalibyśmy banalny zapis: ciemna, opuszczona, zagracona krzesłami i stołami kawiarnia. Do środka wchodzą ludzie z zamkniętymi oczami, poruszają się nienaturalnie, uderzają o ściany i meble. Jeden z aktorów desperacko próbuje uprzątnąć krzesła przed młodą kobietą miotającą się po wnętrzu kawiarni. W tle XVII-wieczna muzyka Henry'ego Purcella.

"Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Spektakl Piny Bausch rozgrywa się w sferze emocji, nadziei, lęku, nieświadomie jak we śnie, z którego budzimy się z przeświadczeniem, że dokonało się coś ważnego, ale nie umiemy odpowiedzieć na pytanie, co i dlaczego.

21 maja /czwartek/ zapraszamy na pokaz spektaklu Piny Bausch "Café Müller".




21 kwietnia 2015

Prowokacja czy jeszcze literatura? DKK czyta "Café Auschwitz" Dirka Braunsa


Na najbliższym spotkaniu (23.04.2015) Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej rozmawiać będziemy o książce "Café Auschwitz" Dirka Braunsa.

Bulwarowa prasa napisałaby, że książka "Café Auschwitz" ukazała się w atmosferze skandalu. Wydawca zbudował politykę komunikacyjną wokół faktu, że książka została "odrzucona przez niemieckich wydawców" (www.dw.de). Sam wyraził to co prawda łagodniej: "powieść Café Auschwitz nie znalazła wydawcy w kraju autora" (www.wydawnictwoakcent.pl), ale otwierając tym zdaniem opis książki na swojej stronie internetowej, koncentruje uwagę właśnie na tym fakcie. Treść książki i jej wartość literacka stoi tu na drugim miejscu.

Na skutek nie trzeba było długo czekać. Już na Forum Żydów Polskich padło pytanie: "Czego obawiały się niemieckie wydawnictwa, odrzucając maszynopis Café Auschwitz? W którym miejscu książka »uwiera«, kogo i dlaczego?" (fzp.net.pl). Jedna z recenzentek książki przyznaje również, że zaintrygował (a więc i zmotywował do lektury) ją właśnie brak niemieckiego wydania "Café Auschwitz".

O przyczynach tego odrzucenia sam autor wypowiada się dość nijako: "mimo że niemieckim wydawcom spodobał się temat i styl książki, ostatecznie nie doszło do porozumienia" (www.empik.com). Jednak już w kolejnych zdaniach sugeruje (co prawda w zgrabnym uogólnieniu), że woli pisać dobre rzeczy do szuflady niż wydawać "bzdury w milionowych nakładach" (tamże). A potem stwierdza, że "lubi prowokacje" (tamże). Trochę więcej światła rzuca na ten temat rozmowa w "Tygodniku Powszechnym" (tygodnik.onet.pl).

Dirk Brauns nie jest debiutantem. W 2012 r. w Niemczech ukazała się jego książka "Im Inneren des Landes", która znalazła się na liście KSIĄŻEK, O KTÓRYCH SIĘ MÓWI (przygotowanej przez Goethe-Institut), a jest to lista dość wyselekcjonowana. Nie jest więc żółtodziobem i zapewne zna zasady negocjacji z wydawcami. Dlaczego tym razem go zmęczyły i poddał się po pierwszym niepowodzeniu?

Na naszym czwartkowym spotkaniu na pewno nie unikniemy dyskusji na temat funkcjonowania polskiego i niemieckiego rynku wydawniczego. Dlaczego książki takie jak "Café Auschwitz" czy "On wrócił" wywołują większą dyskusję w Polsce niż w Niemczech? Dlaczego tak wiele promocji książek opiera się na tematach pozaliterackich? Dlaczego kręcą nas skandale w stylu Karpowicz-Dunin? I czy zawsze tak było?

Postaramy się jednak przede wszystkim porozmawiać o treści książki i zastanowić się, czy to właściwie jest powieść? Czy to wciąż jest literatura piękna? Czy jest też wolna i niezależna? I czy jest dobra?
Jeśli jesteście ciekawi naszej opinii - zapraszamy na blog w najbliższych dniach.

A wszystkich zainteresowanych zapraszamy na spotkanie:
23 kwietnia /czwartek/, godz. 17.00
Stary Ratusz WBP (II piętro), ul. Stare Miasto 33, Olsztyn

18 marca 2015

O tolerancji


To, co widzicie powyżej, to hasło TOLERANCJA z Wikipedii według częstotliwości występowania słów (oczywiście z wykluczeniem przyimków i czasownika być). Czym jest więc tolerancja w tym statystycznym ujęciu?

Jest PRAWEM ludzi, grup i jednostek, głównie religijnych i głównie mniejszościowych. Kojarzy się z wyrozumiałością wobec INNYCH, poszanowaniem RÓŻNOŚCI, wolnością DYSKUSJI. Jest POWINNOŚCIĄ SPOŁECZEŃSTW, KRAJÓW, wiąże się z akceptacją WIERZEŃ, ZWYCZAJÓW, ORIENTACJI, WIEKU.

Zaprzeczeniem tolerancji jest DYSKRYMINACJA, która może prowadzić do WOJNY, prześladowania ODMIENNYCH. Mówiąc o tolerancji, wciąż musimy używać słowa NIETOLERANCJA.

Dlaczego piszę o tolerancji? Okazuje się bowiem, że jest to TEMAT aktualny również w naszych CZASACH. Mimo nauczek historii, nie odrobiliśmy lekcji i wciąż powtarzamy te same błędy.

Już jutro zapraszam na dyskusję o TOLERANCJI, nie tylko w Polsce i nie tylko w Niemczech:

19 marca /czwartek/, o godz. 17.00
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie (ul. Stare Miasto 33), Biblioteka Niemiecka.

POKAZ FILMU NIEMIECKIEGO "Kaddisch für einen Freund"
I DYSKUSJA W OPARCIU O KSIĄŻKĘ "Sto dni" Lucasa Barfüssa


21 stycznia 2015

Nowy sezon Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej

Dyskusyjny Klub Książki Niemieckiej - sezon 2015
Co to będzie za epicka produkcja! Zobaczcie sami :)


Nowy sezon w Dyskusyjnym Klubie Książki Niemieckiej

14 marca 2014

Krytykujemy, bo jesteśmy za


Kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki za nami. Rozmawialiśmy o książce "Jasne dni" Zsuzsy Bank. Książka wywołała zupełnie różne opinie klubowiczów, a u niektórych sprzeczne opinie w nich samych. Z jednej strony przyjemnie się ją czytało, przenosiła w sielskie krainy dzieciństwa, z drugiej strony irytowała serialowością i "kolorowymi wstążkami". Wytknęliśmy obłych bohaterów i pewną nieżyciowość fabuły. Ale to nie tak, że książka się nie podobała - krytykujemy, bo jesteśmy za!

Następne spotkanie DKK już 10 kwietnia 2014 r. o godz. 17.00
Będziemy rozmawiać o książce "On wrócił" Timura Vermesa, politycznej satyrze na współczesne Niemcy.
Zapraszamy!
Informacje, zapisy do klubu i odbiór książek:
Sylwia Białecka, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie,
ul. 1 Maja 5 (I piętro, pok. 108), tel.: 89 524 90 46, e-mail: goethe@wbp.olsztyn.pl




15 listopada 2013

Pierwsze spotkanie DKK

Wczoraj w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej odbyło się pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej. Rozmawialiśmy o "Kinie Muza" Artura Beckera, ale też o znaczeniu i rozumieniu słowa ojczyzna - innym dla każdego z nas.

Kolejne spotkanie DKK odbędzie się 12 grudnia 2013 r. o godz. 17.00 (Stary Ratusz WBP, ul. Stare Miasto 33, Pokój z widokiem, II piętro). Będziemy rozmawiać o powieści "Gołębie wzlatują" Melindy Nadj Abonji. Zapisy do klubu i odbiór książek: Sylwia Białecka, WBP w Olsztynie, ul. 1 Maja 5, 89 524 90 46, goethe@wbp.olsztyn.pl

A poniżej kilka zdjęć z wczoraj:











7 listopada 2013

Zapraszamy do Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej



Interesujesz się literaturą niemiecką? Lubisz rozmawiać o książkach? Zapraszamy na spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki Niemieckiej do Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.

Dyskusyjny Klub Książki to grupa osób, która spotyka się regularnie, by porozmawiać o książkach. Nie jest to spotkanie krytyków ani znawców – do DKK należą wszyscy chętni, którzy lubią rozmawiać o literaturze. Od listopada 2013 r. w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej spotykał się będzie Dyskusyjny Klub Książki Niemieckiej. Zapraszamy do niego osoby zainteresowane współczesną literaturą niemieckojęzyczną. Znajomość języka niemieckiego nie jest konieczna – będziemy czytać książki w polskich tłumaczeniach i rozmawiać o nich po polsku.
Pomysł na Dyskusyjny Klub Książki Niemieckiej zrodził się w trakcie serii pokazów filmów niemieckich we współpracy z Goethe-Institut. Ma on w naszym założeniu przedstawiać poszerzoną refleksję nad niemiecką współczesnością poprzez odniesienie się do lektury wskazanych książek. Temat pierwszego sezonu DKKniem: Złe akcentowanie. Tło imigracyjne w twórczości współczesnych pisarzy niemieckich, będzie miał za zadanie namysł nad współczesną niemiecką kulturą przewodnią oraz wskazanie współczesnych, globalnych wyzwań demograficznych. „Poprzez poszerzoną dyskusję oraz tło historyczne i społeczno-kulturowe postaramy się przybliżyć aktualną kulturę niemiecką. Mamy nadzieję, że odniesienie „niemieckich wyzwań” do polskiej rzeczywistości doprowadzi nas również do namysłu nad własnym otoczeniem społecznym, jego rozwojem i przyszłością” – mówi Damian Wesołek, moderator Klubu.

Zgodnie z zasadą Dyskusyjnych Klubów Książki każdy uczestnik otrzyma egzemplarz książki, o której będziemy rozmawiać na kolejnym spotkaniu. Informacje, zapisy do klubu i odbiór książek:
Sylwia Białecka, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie, ul. 1 Maja 5 (I piętro, pok. 108)
tel.: 89 524 90 46, e-mail: goethe@wbp.olsztyn.pl


Organizatorzy:
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie
Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego
Goethe-Institut
Instytut Książki
Wspólnota Kulturowa „Borussia”

Najbliższe spotkanie:14 listopada 2013 r., godz. 17.00 – Kino Muza Artura BeckeraPokój z widokiem (II piętro), Stary Ratusz WBP, ul. Stare Miasto 33




Artur Becker - (ur. 7 maja 1968 w Bartoszycach jako Artur Bekier) – polsko-niemiecki pisarz, prozaik, eseista, tłumacz. Jest wszechstronnym autorem – pisze powieści, opowiadania i wiersze, pracuje jako tłumacz. Jest laureatem Nagrody literackiej im. Alberta von Chamisso.
Becker pochodzi z rodziny o korzeniach polsko-niemieckich. Urodził się w 1968 roku na Mazurach. Dziś mieszka i tworzy w Dolnej Saksonii, w Verden. Historie, które opowiada, to świat jego młodości związanej z mazurskimi Bartoszycami (do 1945 roku Bartenstein) – miejscem, w którym żyli obok siebie Mazurzy i Polacy, Ukraińcy, Żydzi i Niemcy, Rosjanie, Białorusini i Litwini. Zapamiętana z lat młodzieńczych, niezwykła mieszanka nacji i etniczności składa się na bogatą tożsamość kulturową obecną w twórczości pisarza.
„Uważam się za Polaka, bo wyrosłem w polskiej mowie. W domu rzadko mówiłem po niemiecku - jedynie wtedy, gdy ktoś przychodził w odwiedziny. To był łamany niemiecki, taki, jaki zdołałem podchwycić i nauczyć się od mojej babci Erny z Prus Wschodnich” - wspomina Artur Becker. Zmiana języka była dla niego dużym wyzwaniem. Niemiecką maturę udało mu się zrobić dopiero w wieku 21 lat. Pisząc również dziś nierzadko zmaga się z językowymi wątpliwościami. Tę językową niepewność towarzyszącą mu od czasów maturalnych autor określa mianem „borykania się z językiem niemieckim”.

[Źródło: www.dw.de; fot. http://www.radio.cz]